Ola
Ola Wiederek
Kocham żyć życiem!
„O tym, że mam nowotwór piersi, dowiedziałam się, gdy miałam 29 lat. Byłam wtedy młodą mamą, a mój synek dopiero co nauczył się samodzielnie siedzieć. Ale ostatnio usłyszałam od lekarza: – Nie chcą pani tam na górze. I tego się trzymam, bo ja do nieba nie chcę wcale – niebo mam tu”
Ola, jedyna córka, przyniosła największe szczęście swoim rodzicom od samego początku. Była światłem, radością. Z burzą jaśniuteńkich loczków, niepoprawnym optymizmem, duszą marzycielki.
Dzieciństwo, nastoletniość – czas beztroski, odkrywania radostek w najmniejszych rzeczach, sytuacjach. Otoczona gronem przyjaciół, koleżanek i kolegów. Taki obrazek: śliczna, uśmiechnięta dziewczyna z deskorolką pod pachą idąca lekkim krokiem, w rytmach reggae.
Weszła w dorosłość podejmując wyzwanie i ucząc angielskiego. Uczniowie do dziś o Niej pamiętają, wspominają z uśmiechem.
Później nadszedł czas beztroski, miłości, poznawania pięknych zakątków świata. Początkowo w duecie. Później przez najpiękniejszą podróż życia, aż do 25 sierpnia 2015, kiedy do tego wspaniałego świata dołączył maleńki Franio – największe szczęście Oli.
Następne tygodnie były jak sen, którego nic nie miało mącić.
Rok 2016, Franio ma 8 miesięcy, właśnie uczy się siadać…
To właśnie wtedy przyszedł cios, którego nikt nie chciałby przyjąć.
Ola zawsze dbała o zdrowie. Ciągle aktywna: bieganie, rower, siłownia. Zdrowe jedzenie. Regularne badania, w tym USG piersi. Dlatego, gdy poczuła, że coś jest nie tak, od razu zgłosiła się po pomoc. To było jeszcze w trakcie ciąży. Jednak zadziałały najgorsze stereotypy i przekonania. W końcu młoda kobieta, spodziewająca się dziecka. Lekarka zbagatelizowała obawy i przeczucia, a później okazało się, że najprawdopodobniej już wtedy było widać pierwsze zmiany…
Od momentu diagnozy wszystko zaczęło się kręcić jak w jakiejś szalonej karuzeli, której ktoś pozbawił panelu sterowania. Niepewność, szukanie ratunku, chwytanie się dosłownie wszystkiego.
Ola nie udawała, że Jej życie składa się z samych uśmiechów, dobrych momentów i niegasnącej nadziei. Dzieliła się swoim wrodzonym optymizmem, światłem. Ale urealniała też obraz chorowania. Swoimi doświadczeniami postanowiła dzielić się ze światem. Chciała pokazać, że MOŻNA żyć. Nawet funkcjonując ze śmiertelnym wrogiem.